„Liberator”
www.liberator.lbl.pl
3.10.2004 r.



Jan Paweł II i demokracja

JERZY BOKŁAŻEC


      Kilka lat temu, gdy zwierzchnik Kościoła katolickiego po raz kolejny odwiedził Polskę, podzieliłem się z czytelnikami „Rzeczpospolitej” refleksjami o demokracji, relatywizmie, miłości i śmierci. Tekst wywołał żywy odzew, do redakcji przyszło sporo listów, również i ja dostałem kilka e-maili, w których powtarzała się pewna myśl: Jan Paweł II jest gorącym zwolennikiem demokracji, natomiast krytykuje zło, które wynika z jej nadużywania. Dzisiaj również słyszę takie opinie, a to znaczy, że temat nie stracił na aktualności i nadal warto szukać odpowiedzi na pytanie: czy demokracja ma sojusznika w obecnym papieżu?
      Jednak na początek chciałbym cofnąć się głębiej w przeszłość, by przypomnieć, że demokratyczna organizacja społeczeństwa kształtowała się dużej mierze w opozycji do koncepcji katolickiej. Liberalna demokracja – system bardzo niedoskonały, ale jak się wydaje, przynoszący ludzkości najmniej cierpień spośród wszystkich funkcjonujących dotychczas ustrojów – przez cały wiek XIX i połowę XX była odrzucana i potępiana przez Kościół katolicki.
      W 1832 ukazuje się encyklika „Mirari Vos”, w której papież Grzegorz XVI określa wolność sumienia jako niedorzeczność i obłęd, liberalizm nazywa szkaradną doktryną, a wolność prasy jest dla niego czymś szkodliwym i wstrętnym. W słynnej encyklice „Quanta cura” z 1864 roku Pius IX potępia racjonalizm, równość wyznań religijnych wobec prawa, wolność prasy i wolność sumienia. Rok 1929: w liście otwartym do kardynała Gasparriego Pius XI pisze, że w państwie katolickim nie może być mowy o swobodzie sumienia. Tenże Pius XI po podpisaniu konkordatu z faszystowskim reżimem Włoch oświadcza, że Benito Mussolini jest mężem opatrznościowym, wolnym od uprzedzeń liberalnych. W 1933 roku, po dyplomatycznych zabiegach nuncjusza Eugenio Pacellego (późniejszego papieża Piusa XII), niemiecka katolicka partia Centrum popiera w parlamencie dyktatorskie pełnomocnictwa dla Adolfa Hitlera, co oznacza praktyczny koniec demokracji w ówczesnych Niemczech.
      II Sobór Watykański, z którym nie tylko katolicy wiązali spore nadzieje, okazał się okresem krótkiej odwilży. Obecny pontyfikat nie pozostawia złudzeń: w ocenie papieża demokracja jest rozsadnikiem idei, które – jeśli nie będziemy czujni – poprowadzą nas niechybnie ku totalitaryzmowi. Oczywiście Jan Paweł II jest zbyt zręcznym politykiem, aby w świecie, w którym demokracja wciąż udowadnia swoją przewagę nad innymi ustrojami, potępiać ją otwarcie i bez zastrzeżeń.
      Nieodparcie nasuwa mi się takie porównanie: lektura „Zielonej książki” Muammara Kaddafiego może przekonać, że wbrew propagandzie ośrodków nieprzychylnych libijskiemu przywódcy, jest on nie tylko zwolennikiem, ale wręcz piewcą demokracji. Rzecz jasna nie tej, która funkcjonuje na Zachodzie, bowiem tak naprawdę z demokracją nie ma ona nic wspólnego. Trzeba ją zreformować od podstaw – tłumaczy Kaddafi – nasycić wartościami i dopiero wtedy stanie się „demokracją autentyczną”.
      Dlatego ostrożnie traktuję dowody przedstawiane przez tych, którzy chcą widzieć w Janie Pawle II sympatyka demokracji. Tym bardziej, że biorąc pod uwagę ogromną objętość dzieła obecnego papieża, są to dowody nieliczne. Zwykle przytacza się kilka cytatów z „Centesimus Annus”, zwłaszcza słynny akapit zaczynający się od słów: Kościół docenia demokrację ... (CE 46). Cierpliwy badacz papieskich pism wyłowi zapewne jeszcze kilka podobnych fragmentów, np. ten z adhortacji „Ecclesia in Africa” (112): Synod słusznie stwierdził, że autentyczna demokracja, szanująca zasady pluralizmu, »powinna stać się jednym z podstawowych szlaków, po których Kościół idzie wraz ze swym ludem«.
      Znamienne jest, jak często w wypowiedziach Jana Pawła II słowo „demokracja” pojawia się poprzedzone przymiotnikami „prawdziwa” lub „autentyczna”. Wyjaśnienie można znaleźć w „Centesimus Annus” (46), gdzie czytamy, że „autentyczna demokracja” jest możliwa jedynie w oparciu o „poprawną koncepcję osoby ludzkiej”. Jak wiadomo, monopol na taką poprawność ma Kościół katolicki – monopol nie w tym sensie, że tylko ludzie religijni mogą propagować tę koncepcję; mogą to robić nawet ateiści, ale będzie ona poprawna jedynie wówczas, gdy będzie zgodna z normami i zasadami głoszonymi przez Kościół.
      Z drugiej zaś strony, jeśli ktoś szuka argumentów nie przeciw tej „autentycznej”, lecz zwykłej, bezprzymiotnikowej demokracji, to może pełną garścią czerpać z pism i wystąpień obecnego papieża. Jan Paweł II przyznaje wprost, że jego zdaniem po upadku systemów totalitarnych największe zagrożenia związane są właśnie z demokracją.
      W encyklice „Veritatis splendor” (101) czytamy, że pojawia się nie mniej poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym. Ktoś, kto chce widzieć w papieżu orędownika demokracji może tak interpretować te słowa: Jan Paweł II wcale nie twierdzi, że demokracja sama w sobie jest czymś groźnym; jest to raczej ostrzeżenie przed relatywizmem, który – jak pisze zwierzchnik Kościoła w rozwinięciu swej myśli – pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy (VS, 101); można nawet powiedzieć, że jest to obrona demokracji przed niebezpieczeństwem, które zagraża jej samej. Rzecznikiem takiej interpretacji jest katolicki publicysta Jarosław Gowin, który uważa, że papieska krytyka demokracji jest »krytyką od wewnątrz« – obnażającą słabości demokracji nie po to, by ją zdyskredytować, lecz aby ją wzmocnić i uchronić przed, by tak rzec, genem samozagłady.
      Tę argumentację trudno jednak obronić, z dwóch powodów.
      (1) Piętnowany przez papieża relatywizm nie tylko nie zagraża demokracji, ale jest jednym z warunków jej istnienia. Jest ona bowiem z natury relatywna – umożliwia realizowanie różnych wartości, niekiedy nawet sprzecznych ze sobą (np. nie zakazuje pracy w niedzielę i jednocześnie pozwala świętować tym, którzy pracę w ten dzień uznają za grzech); demokracja stwarza więc przestrzeń wyboru i sama nie narzuca gotowych rozwiązań moralnych. Kiedy zaś papież przestrzega przed utratą zdolności rozpoznawania prawdy, to myli relatywizm moralny z relatywizmem poznawczym, a są to pojęcia ze sobą niezwiązane.
      (2) Jeśli mielibyśmy traktować słowa Jana Pawła II jako ostrzeżenie, a nie jako pesymistyczną ocenę istniejących społeczeństw demokratycznych, to należałoby uznać, że – zdaniem papieża – nowoczesne demokracje funkcjonują w zasadzie poprawnie, a niebezpieczeństwo jest jedynie czymś potencjalnym. Papieskie przestrogi byłby więc raczej swoistą profilaktyką, „dmuchaniem na zimne”. Taka interpretacja stanowiska papieża nie jest jednak właściwa, o czym możemy przekonać się choćby z lektury encykliki „Evangelium vitae”, która jest wręcz oskarżeniem świata zbudowanego na liberalnych zasadach.
      Jedną z metod papieskiej krytyki, nieustannie orbitującej wokół spraw płci i prokreacji, jest ujawnienie „rzeczywistej” natury współczesnej demokracji, sprzecznej z „prawdziwą demokracją” w rozumieniu Jana Pawła II. Oto fragment ilustrujący tę metodę: Niezależnie od intencji, które bywają różne i mogą się nawet wydawać przekonujące czy wręcz powoływać się na zasadę solidarności, stoimy tu w rzeczywistości wobec obiektywnego »spisku przeciw życiu«, w który zamieszane są także instytucje międzynarodowe, zajmujące się propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji (EV 17). Współczesna liberalna demokracja propaguje więc „kulturę śmierci”, ukrywając swe totalitarne oblicze za zasłoną dobrych intencji.
      Wielokrotnie ze słów papieża przebija nieufność wobec demokratycznych procedur; w „Centesimus Annus” czytamy: Ci [...] którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej (CA 46). Gdy Jan Paweł II mówi o wartościach, które, jego zdaniem, społeczeństwo powinno chronić, natychmiast dodaje: Podstawą tych wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne »większości« opinii publicznej, ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako »prawo naturalne«, wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego (EV 70).
      Rodzą się tu kolejne wątpliwości:
      (I) można zapytać, jaka instancja ma oceniać, czy decyzje parlamentarzystów są zgodne z normami „prawa naturalnego” (cokolwiek byśmy pod tym pojęciem rozumieli). Na pewno nie żadne demokratyczne instytucje, żonglujące prawdą w zależności od zmiennej równowagi politycznej. Zapewne chodzi więc o jakieś ciało stojące poza lub ponad demokracją. A skoro tak, to ustrój, w łonie którego funkcjonowałoby takie gremium, nie byłby ustrojem demokratycznym.
      (II) można się zastanawiać, czy papież rozumie istotę parlamentaryzmu. Wbrew temu, co zdaje się sugerować Jan Paweł II, parlamenty państw demokratycznych ani żadne inne organy nie roszczą sobie prawa do decydowania o prawdzie; nie są również znane żadne instytucje demokracji, które na podstawie tymczasowych i zmiennych większości opinii publicznej orzekają, co jest podstawą jakichkolwiek wartości. Parlament w państwie demokratycznym nie rozstrzyga bowiem, co jest prawdą, a co nią nie jest, ani nie stawia się w roli moralnej wyroczni; parlament po prostu stanowi prawo.
      Być może zdaniem Jana Pawła II parlament pełni swą prawodawczą funkcję w taki sposób, jakby chciał decydować o wartościach. Niezależnie od tego, czy taka ocena jest słuszna, czy nie, ma ona charakter pewnego ogólnego sądu o ustroju demokratycznym. Nie ulega wątpliwości, że w ustach papieża jest to sąd zdecydowanie krytyczny. Nie jest więc tak, że Jan Paweł II uważa krytykowane przez siebie aspekty parlamentaryzmu za incydentalne ułomności, lecz raczej traktuje je jako trwałe wady demokracji.
      Znamienne jest to, że zwierzchnik Kościoła nigdzie nie wymienia państw lub społeczeństw, istniejących obecnie lub w przeszłości, na których przykładzie moglibyśmy zaobserwować, jak funkcjonuje taka demokracja, która nie jest sprzymierzona z relatywizmem etycznym. Odnoszę wrażenie, że zdaniem papieża nie istnieje i nigdy dotąd nie istniał taki system demokratyczny, który byłby oparty o poprawną koncepcję osoby i zakorzeniony w obiektywnej moralności. Nie jestem odosobniony w tym spostrzeżeniu – Artur Domosławski, autor książki „Chrystus bez karabinu”, pisze: ...wolno zapytać, czy istnieje we współczesnym świecie jakaś inna demokracja niż liberalna. W kręgu kultury Zachodu (a więc również w kręgu chrześcijaństwa) – nie. A pozytywnego wzoru politycznego porządku Papież nie nakreśla, poprzestaje na krytycznych aluzjach do liberalnej demokracji.
      Dodam jeszcze, że dystans Jana Pawła II wobec istniejących, zachodnich demokracji – i jednocześnie ich krytyczną ocenę – potwierdzają pewne konkretne działania na arenie publicznej, np. znajdowanie sojuszników wśród takich państw, jak Libia czy Iran na międzynarodowych konferencjach w Kairze i Pekinie, poświęconych demografii i sprawom kobiet. Stolica Apostolska pokazuje tym samym, że w kwestiach obyczajowych bliżej jej do islamskiego fundamentalizmu niż zachodnich demokracji.
      Wszystko to sprawia, że papieskie zapewnienia o „docenianiu demokracji” mają charakter czysto deklaratywny – w istocie skrywają głębokie napięcie między Kościołem a liberalnym społeczeństwem obywatelskim. Jest to napięcie nieuniknione i nieusuwalne, wynika bowiem z faktu, że instytucja uważająca się za depozytariusza prawdy absolutnej musi funkcjonować w świecie bezustannych kompromisów, a głoszone przez nią dogmaty wiary są tylko jedną z wielu propozycji na wolnym rynku idei.


Od autora: Jeśli zainteresował Cię mój artykuł i chcesz ze mną na ten temat porozmawiać – zapraszam na stronę ateista.blog.pl, gdzie prowadzę mój dziennik internetowy. Będzie mi również bardzo miło, gdy zajrzysz na moją stronę jazzową.

Jerzy Bokłażec



Jan Paweł II. Krytyczne spojrzenie